Chorwacja wzdłuż Adriatyku z Rainbow Tours
Tematyka:
Zgadzamy się z opinią w 100%, w naszym przypadku wyglądało bardzo podobnie.
Wycieczka "Chorwacja wzdłuż Adriatyku dla wygodnych" sierpień 2016
Zamieszczamy dokładnie ten sam tekst, który przesłaliśmy do Rainbow Tours jako swoją opinię o imprezie - niestety Biuro Rainbow Tours do dnia dzisiejszego nie opublikowało tej opinii, a z naszych informacji wynika że wielu innych uczestników tej wycieczki zamieściło podobne opinie, które również nie ujrzały światła dziennego.
"Zasadniczo nie chcieliśmy zamieszczać swojej opinii o wycieczce, ale skoro Rainbow Tours upomniało się o nią - proszę bardzo:
"Chorwacja wzdłuż Adriatyku dla wygodnych", a powinno być dla odpornych i wytrwałych, bo to co zafundowało nam "Rainbow Turs" (dalej jako RT) to organizacyjny koszmar pod przewodnictwem radosnego pilota w osobie pana Roberta M. (jak się później okazało człowieka nieszczerego wobec uczestników, posiadającego zapewne obszerną wiedzę ale niestety przekazujący ją w sposób chaotyczny i mało interesujący). Po tej wycieczce możemy przypuszczać że dla "RT" liczy się tylko kasa, bo jak inaczej można nazwać wysyłanie grupy 74 osób w piętrowym autobusie na trasę liczącą 3300 km, co skutkowało wieloma problemami (kolejki do toalet, wysiadanie z autobusu, meldowanie w hotelu, itp.). Opis będzie długi, ale chcę żeby wszyscy którzy myślą o wybraniu tej wycieczki wiedzieli na co się decydują zanim wydadzą swoje pieniądze. Po kolei.
Dzień 1. Wyjazd z Woszczyc zgodnie z planem. Pierwszy postój panowie kierowcy urządzili po 4,5 h, a sugestię o zwiększenie częstotliwości postojów zbywali, zasłaniając się przepisami. Jednak w końcu ktoś z uczestników przekonał ich, że przepisy dopuszczają większą liczbę postojów - sprawa załatwiona przez pasażera, bo pan pilot dzielnie trzymał stronę kierowców. Przyjazd na nocleg do Mariboru ok. 21, ponoć to okolice Lublany, a do niej 120 km. Hotel ładny, czysty, ale bez szaleństwa, w samym centrum miasta przy głównym placu, na którym impreza trwała do północy, a po 9 godzinach w autokarze chciałoby się odpocząć - trudno, bywa.
Dzień 2. Wyjazd o 8:30 na zwiedzanie Lublany - zasadniczo nie ma tam czego zwiedzać, więc ujmijmy to tak - obejrzeliśmy najstarszą część stolicy Słowenii, po zwiedzaniu przejazd do jaskini Postojna, ale po drodze kontrola służby celnej Słowenii i mandacik za brak dokumentów, chyba VAT - nieplanowany postój 45 min. Po wizycie w jaskini przejazd na długo zapowiadany przez pana Roberta "naprawdę bardzo słaby" nocleg w Istarskich Teplicach. Jest 17:30 - istotnie, hotel z pewnością pamięta tow. Tito. Kolacja koszmarna (nawet za komuny takiego jedzenia nie doświadczyliśmy), obsługa powolna i z innej epoki, a niektóre jej zachowania rodem z "Misia" S. Barei. Wieczorem dołączyła do nas grupa Dalmatyńskiej eskapady - 67 osób. Dlaczego w ogóle przyjechaliśmy na Istrię skoro to nie po drodze naszej wycieczki, a na dodatek po odwróceniu programu przez "Rainbow Turs" okazało się, że następnego dnia jest do przejechania 600 km, a po drodze mamy "zwiedzić" Szybernik i Park Krka? Przez to, że nocleg nie był gdzieś w kierunku Zadaru organizator "dołożył" nam około 100 km i tym samym "zabrał" około 1,5 godz. z czasu następnego dnia.
Dzień 3. Śniadanie 6:30 wyjazd 7:15 - tak zaplanowali piloci obu wycieczek "RT" świadomie, w porozumieniu ze sobą (słyszeliśmy). Rano na śniadaniu dołączyła do nas 30 osobowa grupa z Azji, razem 170 osób. Dwa automaty do kawy, leniwa obsługa, chwilami kompletny brak czegokolwiek do jedzenia (nie nadążano z dokładaniem) - Azjaci przegrali, my wyjechaliśmy z 20 minutowym opóźnieniem. A wystarczyła odrobina matematyki i przesunięcie jednej z grup o 20 - 30 minut i śniadanie odbyłoby się bez nerwów oraz obciachu przy Azjatach (to była walka o jedzenie i nieskrywana wściekłość ludzi, którzy nie mieli co jeść). Atmosfera wśród uczestników bardzo nerwowa. W drodze do Szybernika dowiedzieliśmy się, że z powodu silnego wiatru zamknięto dla autokarów 2 odcinki autostrady i musimy nadłożyć 40 km. Dodatkowo kierowcy wypadła 30 minutowa pauza (a swoją drogą, skoro jechało z nami dwóch kierowców, to z jakiej okazji pauza?), bez komentarza. Z prędkością światła przebiegliśmy z panią przewodnik w 30 minut przez Szybernik. Grupa duża, uliczki wąskie i połowa grupy poza zasięgiem systemu Tour Guide. Atmosfera stawała się coraz bardziej nerwowa, a uśmiechnięty pilot pan Robert idący koło przewodniczki (kiedy ta odprowadzała grupę ze starego miasta na parking autobusowy) tylko po to, by dać nam 30 minut na samodzielne zwiedzanie - mogło być 40 gdybyśmy bez sensu nie wracali na parking autobusowy lub gdyby nasz pilot zainterweniował. Biegiem musieliśmy wracać, żeby coś zjeść, kupić lub szybko odwiedzić kantor (to była pierwsza możliwość wymiany Euro na Kuny). Niestety na kawę lub toaletę zabrakło czasu (każdy musiał dokonać wyboru co jest dla niego ważniejsze ale wszyscy byli wściekli, że pomimo tempa nie zdążyli załatwić najważniejszych spraw). Ruszyliśmy do Parku Krka. Pan Robert w międzyczasie nawiązał kontakt z zapowiadanym od dwóch dni 4 gwiazdkowym hotelem "Grand" w Neum i powiedział, że poczekają na nas z kolacją do 22:00 (wiadomo już było, że mamy duże spóźnienie). Z tego względu trzeba było podjąć decyzję: czy oglądamy w biegu wodospady rzeki Krka czy wolimy kąpiel pod tymi wodospadami (obiecywano nam jedno i drugie ale okazało się, że na "zwiedzenie" zostało nam tylko 1 h 20 minut) - wybraliśmy pół na pół, ja oglądanie i zdjęcia, żona kąpiel. O 18:00 po expressowym zwiedzaniu Parku Krka pojechaliśmy do Neum. W okolicy Zadaru zjechaliśmy z autostrady w poszukiwaniu stacji paliw obsługującej Routex, kierowcy błądzili, a my straciliśmy kolejne 30 minut. Ostatecznie do hotelu dotarliśmy o 21:30, czyli gdyby nie poszukiwania paliwa na nocleg dotarlibyśmy zgodnie z planem, a wszelkie opóźnienia zostały zniwelowane kosztem naszego czasu na zwiedzanie, szkoda, przecież po to tu przyjechaliśmy i za to zapłaciliśmy. Wyszło na to, że ten długi, męczący dzień spędziliśmy w autokarze, a na zwiedzanie obu punktów programu mieliśmy wyłącznie po półtorej godziny. Poza tym pozostał niesmak do pilota, który oszukał nas i nawet nie starał się uratować sytuacji.
Dzień 4. Całodzienny pobyt w Dubrowniku, planowany powrót do Neum około godz. 15:30. Niestety trzeba się spakować, bo nie wrócimy do tego hotelu, ale zostaniemy po powrocie rozdzieleni na trzy różne hotele - kompletny bezsens. Trafiamy do hotelu Jardan, w podziemiach mamy market, na dachu basen, a niedaleko plaże - zbieramy siły na dzień następny. Fakultatywny rejs statkiem w Dubrowniku za 10 - niby wszystko OK, ale w taki sam rejs za te same pieniądze, można popłynąć nowocześniejszym stateczkiem ze szklanym dnem. My popłynęliśmy łodzią bez takowej atrakcji, o maksymalnej pojemności 48 osób upchani jak śledzie w 70 osób - ciekawe dlaczego, przecież Tour operator powinien zapewnić nam bezpieczeństwo na wycieczce, a nie narażać na niebezpieczeństwo - w tym wypadku kasa przesłoniła najważniejsze.
Dzień 5. Zwiedzamy Split i Trogir, pan Robert ma nadal problemy z określeniem prawidłowych czasów przejazdów, nie wiem czy to kierowcy go wprowadzają w błąd czy to "jego" matematyka, ale w drodze do Splitu nie było żadnych utrudnień drogowych, a przewodnicy lokalni twierdzili że byliśmy spóźnieni. Trogir piękne miasteczko, Rakija na targowisku spod lady w plastikowych butelkach. Jedziemy do Zadaru na nocleg. Pilot informuje nas że rano pakowanie walizek zgodnie z kierunkami powrotu w Polsce, kolejność znają kierowcy.
Dzień 6. Wyjazd o godz. 11:30 jedziemy do Plitvic, kierowcy nic nie wiedzą o kolejności pakowania walizek, twierdzą że ich autobus nie jedzie w Polsce dalej w trasę i wszyscy dostaniemy bagaże po dojechaniu do Woszczyc - OK. Ruszamy, pan Robert mówi że czekają nas 3 godzinach jazdy - jedziemy 4, czyli jak zwykle. Przepiękny Park Jezior Plitvickich kończymy zwiedzać o 18:30, powrót do autokaru stateczkiem na trzy tury - wiecznie uśmiechnięty i beztroski pilot nie ogarnia organizacyjnie sprawy, "naszych" mniej przebojowych wyprzedzają emeryci z Brazylii, grupa Rosjan i wszechobecni Azjaci. Pilot nie reaguje, nie zbiera grupy, nie instruuje gdzie stanąć, żeby zdążyć razem wsiąść (tak jak piloci innych wycieczek, które nas wyprzedzają). Wyjazd w drogę powrotną o 19:00. Boimy się, czy przyjedziemy na czas, zwłaszcza, że były rozbieżności co do godziny powrotu na stronie RT oraz w informacjach, które otrzymaliśmy od pilota ( to ważne ponieważ niektórzy przesiadają się na pociąg).
Dzień 7. Przyjazd do Woszczyc o 8:00, dwugodzinna przerwa przed przesiadką do autobusów, które rozwiozą nas po Polsce. Kierowcy nie chcą wydać bagaży (w których pozostały środki higieny), chociaż prosiliśmy o zapakowanie ich na końcu, żeby był do nich łatwy dostęp, w pierwszej kolejności wypakowywania (kolejna konsekwencja piętrowego autobusu i tak dużej ilości pasażerów - nie było możliwości dostać się do bagażu podczas postoju nawet w wyjątkowych sytuacjach). Dostajemy walizki dopiero po interwencjach (nie u pilota tylko u osób, które zarządzają przesiadkami).
Sama Chorwacja piękna, zwłaszcza trasa wzdłuż Adriatyku, Plitvice, Dubrownik i Krka - warto ją zobaczyć, ale nie tylko z okien autobusu i nie w takim biegu Trogir też urokliwy, zwłaszcza, że w końcu mieliśmy dosyć czasu na zwiedzanie. Podejście Chorwatów do turystów i ich hotele już nam się mniej podobały (na szczęście 2 noclegi były w Bośni i Chercegowinie - to już europejskie standardy). Jaskinia Postojna też warta była zobaczenia.
I tu należy zakończyć tę opowieść, wnioski niech każdy wyciągnie we własnym zakresie."
Beata i Tadeusz z Gdańska