|
Wątek:
|
Deregulacja: rozłam w koalicji
|
Autor:
|
Czytelnik IP 80.53.222.*
|
Data wysłania:
|
2013-04-09 14:36
|
Temat:
|
Spór w sprawie deregulacji
|
Treść:
|
Proszę Państwa nie tędy droga aby deregulować to co działa dobrze i rzetelnie bo z braku laku wezmę takiego niby przewodnika czy pilota na wyjazd i spieprzy mi robotę więc tak mam z głowy klienta,klient niezadowolony doszukuję się każdego choć by najmniejszego uchybienia w programie aby wyciągnąć kasę od biura ponadto klient później kojarzy tego przedstawiciela z biurem i jest po ptokach więc po co to wszystko --- co by tu jeszcze spieprzyć panowie ---itd
|
Odpowiedzi:
Spór w sprawie deregulacji [2013-04-10 20:28 87.99.0.*]
Aby nie być gołosłownym dwa cytaty: "Prowadzę obozy wędrowne 2 razy w roku. Zawsze w drugim tygodniu października i na długi majowy weekend. Dwa lata temu byliśmy w Beskidzie Żywieckim, a ponieważ z projektu dostaliśmy dofinansowanie, postanowiłem wynająć przewodnika. W rozmowie telefonicznej umówiliśmy się na wyjście z Korbielowa na Pilsko. W dniu wymarszu pogoda trochę kaprysiła, ale zawsze wychodzę z założenia, że na każdą pogodę jest jakiś strój. Pani przewodnik (bardzo fajna i miła poniekąd kobieta) próbowała nas odwieźć od tego zamiaru, sugerując, że ponieważ jesteśmy busem, to może zrobimy jakąś objazdówkę. My jednak byliśmy bardzo uparci i pani dała za wygraną, po drodze coś szepcąc o Hali Miziowej. Po krótkim przystanku znów postawiliśmy na swoim i mimo sprzeciwów naszej przewodniczki weszliśmy na szczyt Pilska. Po drodze poinformowaliśmy panią przewodnik, że następnego dnia mamy w planie Worek Raczański, na co odzew był taki, że pani z nami już nie pójdzie, tylko poprosi kolegę przewodnika spod Żywca. Jako rzekła tak i było. Pan wsiadł do busa, powiedział "dzień dobry", a ponieważ cały dzień lało a jemu nie chciało się specjalnie męczyć nas opowiadaniem o byle czym, to na zakończenie powiedział "do widzenia" i to by było na tyle przygody z przewodnikami. Na następny dzień nikt nie chciał z nami łazić, więc wróciliśmy do starych sprawdzonych metod i łaziliśmy sami. I tak łażę z młodzieżą już od 20 lat po wszystkich naszych górkach mimo różnych zakazów." źródło cytatu > http://forum. turystyka-gorska. pl/viewtopic. php?f=1&t=12559&start=2730#p620800 "Nasza wspólna znajoma - Teresa, wiosną tego roku zorganizowała wycieczkę klasową z bazą w Szczepanowie. Zgodnie z przepisami wynajęła przewodnika sudeckiego, aby ich poprowadził po trasie powyżej 1000 m n.p.m. Jak mi opowiadała na spotkaniu z grupą był zaskoczony, że ma ich - zamiast na Śnieżkę - poprowadzić Grzbietem Lasockim. Jak mi opowiadała, zgubił szlak, zabrnęli w jakieś chaszcze i gdyby nie jej dobra znajomość tego terenu, to by była kompletna klapa. Gość tłumaczył się, że ma nieaktualną mapę, musiała co pewien czas go korygować i pokazywać w którym miejscu się znajdują. Oczywiście skasował swoją dolę, bodajże 250, zł, ale o szczegóły proponuję zapytać jej osobiście." źródło cytatu > http://forum. sudety. it/viewtopic. php?t=47&start=4 odpowiedz »
Spór w sprawie deregulacji [2013-04-15 13:52 193.104.244.*]
No cóż trzeba było nie płacić. odpowiedz »
Spór w sprawie deregulacji [2013-04-10 08:43 87.99.0.*]
Przewodnictwo w Polsce działa dobrze i rzetelnie? Co za bzdury? Państwowe licencjonowanie zawodu przewodnika doprowadziło do sytuacji, że w pewnych okresach brakuje przewodników do obsługi wycieczek, a brak wolnej konkurencji na wolnym rynku usług doprowadził do zaniżenia poziomu tych usług. odpowiedz »
Spór w sprawie deregulacji [2013-04-15 13:52 193.104.244.*]
A masz na to jakieś dowody, obliczenia czy co kolwiek. Bo jak nie to jest to gołosłowne gadanie odpowiedz »
Spór w sprawie deregulacji [2013-04-15 16:57 87.99.0.*]
Jakie dowody, jakie obliczenia? Przecież wiadomo nie od dziś, że każda sztuczna regulacja rynku, każdy przymus prowadzi do zniszczenia wolnej konkurencji, a w efekcie - do spadku jakości usług. Tyle, że to środowisko łatwo nie odpuści bo taka sytuacja zniesie monopol i przytnie łapki organizatorom wszelkich karkołomnych kursów, za które młodzi ludzie płacą sporą kasę, poświęcają cenny czas, a urzędnicy odfajkowują kolejne osoby "uwolnione od bezrobocia". A że potem przez większość miesięcy w roku pracy dla nich nie ma, bo to zajęcie wybitnie dorywcze i sezonowe, to mało kogo obchodzi. Licencjonowani przewodnicy turystyczni niech sobie oczywiście istnieją, jednak bez przymusu ich wynajmowania. Jak zechcą, niech się łączą w stowarzyszenia określając wysokie progi przyznawania swoich licencji. Niech takich stowarzyszeń będzie kilka, a niezależnie od nich niezrzeszeni przewodnicy nielicencjonowani. I niech się różnią profilem usług i ceną. Wypadną z rynku patałachy z papierami (często "załatwionymi") wciskani klientom na siłę (w poprzednich postach opisano tu przypadki takich patałachów). To tylko wyjdzie na korzyść turystom. odpowiedz »
|